W czasie, gdy Lepsza Połowa oglądała na TVP Historia jakiś przedwojenny film muzyczny (nawet nie wiedziałem, że takowe wtedy u nas kręcili..?), zmęczyłem wczoraj wieczorem Henninga Mankella "Chińczyka":

 
 
Lepsza Połowa ma sentyment do tego autora przez wzgląd na swoją siostrę, która jako filmowiec pracowała przy ekranizacji serii filmów BBC o Kurcie Wallanderze. Dlatego przy ostatniej wizycie w Stromcu wypożyczyłem wszystko, co akurat było tego autora w naszej gminnej bibliotece dostępne - w tym właśnie rzeczonego "Chińczyka", który do tej serii już nie należy...
 
Czym właściwie jest "Chińczyk"..? Przez 500 stron z okładem czekałem, kiedy autor mrugnie wreszcie okiem i powie, że te wszystkie hymny pochwalne ku czci Mao Zedonga, jednego z największych zbrodniarzy XX wieku, człowieka, który z odmętów niepamięci i skrytek Działu Prohibitów Biblioteki Cesarskiej w Zakazanym Mieście wyciągnął, kierując się li i jedynie nieposkromioną żądzą władzy teorię Tyranii Doskonałej, o której tyle tu pisałem (niezależnie od tego, co o szkole starożytnych chińskich "legistów" opowiadają jacyś niedouczeni liberałowie...) i nie zawahał się wcielić jej w czyn - że to wszystko tylko ironia. Że należy brać to w nawias. W cudzysłów bodaj..!
 
Nie doczekałem się.
 
Jeśli zachodnioeuropejskie "pokolenie 68 roku" - ludzie, którzy teraz dobiegają już siedemdziesiątki i dochowali się wnuków, może nawet i prawnuków, wychowując ich na swój obraz i podobieństwo - ma równie bezkrytyczny stosunek do swoich "błędów młodości", jak sportretowana w tej powieści szwedzka sędzina, czy jej przyjaciółka, sinolożka... Jeśli to jest zjawisko szersze, bardziej powszechne - no to nie ma dla naszej cywilizacji ŻADNEJ nadziei!
 
Przynajmniej tu, na tym świecie. Może jeszcze tylko jakaś bezpośrednia interwencja Opatrzności..?
 
Tymczasem, ku niezadowoleniu Lepszej Połowy, znowu zerwałem się z łóżka parę minut po piątej (dobrze, że mamy koćkodana, na którego da się winę za takie rzeczy zwalić: bo faktem jest, że ówże wstał przede mną, domagając się żarcia..!). Bez istotnej przyczyny, bo jako żywo - nikt nie chrupał jabłek za chatką, poprawione wczoraj ogrodzenie zdaje się na razie działać, a też i aura, choć zimna, nie była wcale aż tak mroźna, żebym koniecznie musiał tak wcześnie stado pod wiatę ewakuować.
 
Lepsza Połowa ma rację: wszystkie nasze zwierzaki bardzo chętnie przesuwają sobie pory karmienia WCZEŚNIEJ. W związku z czym, jak się dwa razy pod rząd wstało godzinę wcześniej niż zwykle - to szybko może się okazać, że już się z powrotem do "właściwej" godziny wrócić tak łatwo i prosto nie da...
 
Z drugiej jednak strony - już niedługo obecna godzina 5.00 stanie się godziną 6.00, czyż nie..? Może lepiej przyzwyczaić się do tego stopniowo, skoro nic na ten bezsensowny, jak najbardziej w duchu Mao leżący kataklizm nic nie możemy poradzić..?
 
Wczorajsza wizyta Bardzo Miłego Gościa dała mi też do myślenia. Czy Państwo może - choć przecież wyraźnie pisałem, że tak NIE JEST - myślicie, że jeśli chcecie któregoś z naszych odsadków, to musicie tu przyjechać z harmonią pieniędzy w ręku i zapłacić co do grosza sumę, którą podałem..?
 
Więcej wyobraźni..! Mam dwóch łobuzów, których muszę się stąd pozbyć. Dziś. Jutro. W ciągu tygodnia.
 
To jest w tej chwili najważniejsze. A pieniądze..? Pieniądze mogą poczekać. Dogadamy się przecież..?